Blog > Komentarze do wpisu
wtorek, 25 listopada

śnieg zawsze mnie uśmiecha. kiedy wszystko pokrywa się warstwą bieli, wydaje mi się, że świat staje się piękniejszy, czystszy, jakby nagle odzyskał część jakiejś utraconej dawno niewinności. idąc na zajęcia poślizgnęłam się na śniegu i kiedy, wykonując pełen gracji lot w stylu znanym skąd inąd jako rozpaczliwy, wylądowałam na plecach, nie mogłam przestać się śmiać z tą wyjątkową dziecięcą radością. i nagle przypomniało mi się, jak kiedyś, dawno temu, siedziałam na sankach, które przez wąskie uliczki mojego osiedla ciągnął za sznurki mój tato. śmiałam się w ten sam sposób, wołając "szybciej, tatusiu, szybciej!". i wtedy tato zaczał biec, a kiedy sanki podskoczyły na jakiejś brakującej kostce chodnika, krzyknęłam "bądź ostrożny!", a tato tylko odwrócił się do mnie i uśmiechnął w taki sposób, że nagle poczułam się równie bezpiecznie, jak w moim własnym pokoju, którego mikroskopijną topografię znałam tylko ja i tylko ja potrafiłam poruszać się pośród porozrzucanych ubrań, komiksów, dziecięcych czasopism i nieprzebranych stert książek i winylowych płyt z muzyką Chopina, Straussa i Elli Fitzgeralld. pokoju, którego punkty centralne stanowiły dwa misie, które obserwowały ten kosmiczny chaos z jakimś stoickim spokojem właściwym tylko pluszowym misiom i jedna jedyna lalka, którą za przykładem mojej dziecięcej bohaterki nazywałam Emilką i której opowiadałam moje Historie. i jeszcze kopia "Małej Księżniczki" na mojej poduszcze, którą dostałam na piąte urodziny zaledwie parę miesięcy wcześniej, a już zdążyłam przeczytać parokrotnie. i świat był wtedy tak migotliwy i nieskażony, bo był światem bohaterów moich najwcześniejszych lektur, Karolci, Madiki z Czerwcowego Wzgórza, Braci Lwie Serce i Ronji, córki zbójnika. świat Baśni z 101 nocy i dawnych legend, które wydawały mi się o tyleż ciekawsze niż prozaiczna piaskownica i lalki nikomu do niczego niepotrzebne. 

niecały rok później, kiedy szłam do zerówki, nagle moim oczom ukazał się inny świat, zupełnie do tamtych światów niepodobny i tak bardzo chciałam wrócić do moich książek, do zamglonych dźwięków winylowych płyt, mojej niani, która obdarowywała mnie koralami i jej synów, którzy wydawali mi się tak niemożliwie dorośli, którzy byli dla mnie jak starsi bracia i opowiadali mi najniezwyklejsze historie. więc nie chciałam oddać się pod opiekę tej obcej kobiecie, ktora wyciągała po mnie rękę i protestowałam i płakałam, a wtedy mój tato uśmiechnął się w ten sam sposób, jak wtedy, kiedy ciągnął mnie na sankach, w jednej sekundzie uciszając wszystkie moje protesty i łzy, i potem już tylko chciałam się uczyć i wiedzieć coraz więcej, i coraz więcej rozumieć, i umieć zadawać mądre pytania. 

środa, 26 listopada 2008, almost-daria